Wirtualne odwiedziny w miechowskim Hospicjum Caritas

Wirtualne odwiedziny w miechowskim Hospicjum Caritas

Odkąd przyszło nam mierzyć się z pandemią koronawirusa, staramy się, by w naszym hospicjum skutki pandemii były jak najmniej odczuwalne – pragniemy “normalności” dla pacjentów i ich bliskich. – mówi s. Benedykta Magdalena Majzner, kierownik Hospicjum Caritas w Miechowie,. Najtrudniejsze z czym mierzymy się na co dzień to brak spotkań naszych podopiecznych z ich rodzinami. Potrzeba kontaktu, bliskości i obecności jest ważna dla każdego z nas, tym bardziej w terminalnym etapie choroby. Proszę nam wierzyć, odgórne decyzje w związku z pandemią są trudne także dla nas, jednak musimy być ODPOWIEDZIALNI za każdego a w szczególności za tych najbardziej narażonych. – kontynuuje relację siostra kierownik.

Miechowskie Hospicjum Caritas im. bł. s. Bernardyny Jabłońskiej wyszło z inicjatywą wirtualnych spotkań umożliwiając spotkanie chorego z rodzinami poprzez komunikatory internetowe (Skype, WhatsApp, Messenger, Zoom). Jednak z czasem zauważyliśmy, że nie każdy odwiedzający ma możliwości techniczne, by zobaczyć ukochaną osobę, więc i tę barierę udało się im zwalczyć. Niedawno otwarta kawiarenka “Dwa Serca” stała się miejscem spotkań online. Wszystko w reżimie sanitarnym i przy zachowaniu wszelkich środków ostrożności.

Kiedy udało się stworzyć przestrzeń, pojawiła się możliwość pierwszego kontaktu. Jak wspomina siostra Benedykta – Pan Tadeusz nie widział się z żoną, odkąd trafiła do naszej placówki. Ona często pytała o Niego a on przyjeżdżając z chęcią odwiedzin niestety nie mógł wejść do sali żony. Pojawiał się systematycznie, przywożąc małe podarunki dla ukochanej. Cały zespół hospicyjny poruszony sytuacją w jakiej znalazł się Pan Tadeusz, patrzył z poczuciem niemocy ale również z nadzieją, by jakoś pomóc tym ludziom spotkać się. Marzenie spełniło się poprzez umożliwienie wirtualnego spotkania w kawiarence „Dwa Serca” przy pomocy Skype’a. Widzieli się, słyszeli i dzielili emocjami. Może nie było to fizyczne spotkanie, ale z prawdziwym wzruszeniem i najlepsze jakie mogliśmy na ten moment zrealizować. – podsumowuje przełożona Sióstr Albertynek z Miechowa.

Pani Teresa kilka dni później odeszła a historia spotkania z mężem nabrała jeszcze większego znaczenia. Oby takich możliwości było coraz więcej.